Cywilizacja

warto przeczytać

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Home Artur Zawisza
Artur Zawisza

Czy Roman Dmowski należałby do AWS?

Sześćdziesiąta rocznica śmierci przywódcy nowoczesnego ruchu narodowego powinna być zachętą do r/cielnej refleksji nad stworzoną przezeń metodologią analizy politycznej i jej zastosowaniem do Polski przełomu tysiącleci. Nie idzie więc o (o, by instrumentalizować historyczne nazwisko dla bieżącej potrzeby politycznej, ale o to, by rozumny namysł nad kanonem myśli narodowej przeważył ponad bezrefleksyjny kult antykwarycznej "dmowszczyzny". Dlatego też zadaję tytułowe pytanie świadomie stawiając sprawę na ostrzu noża, gdyż nie pytani np. o Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe, co dawałoby możliwość nietrudnych uzasadnień, ale o wewnętrznie złożony byt koalicyjny, jakim jest Akcja Wyborcza Solidarność.

 

O stronnictwo wielkiego celu i obóz sprawy polskiej

Jesień ubiegłego roku, kiedy świętowano dziesięciolecie Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego, przypominała o godnej podziwu drodze przebytej przez ruch chrześcijańsko-narodowy uczestniczący w budowie Trzeciej Rzeczypospolitej. Wiosna tego roku, kiedy odbywają się zjazdy w nowych regionach stronnictwa przystosowanych do aktualnej siatki województw i odbędzie się zjazd krajowy, jest czasem stawiania pytań o przyszłość Zjednoczenia, o jego zadania i charakteru początków nowego wieku i nowego tysiąclecia.

 

Co po AWS?

Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe hucznie obchodziło zeszłej jesieni swoje dziesięciolecie. Jednak nikt nie będzie nas doceniał, chwalił ani oddawał na nas głosu wyłącznie z powodu ładnej historii, lecz z powodu ładnej teraźniejszości, czyli umiejętnego podejmowania wyzwań politycznych bieżącego czasu. Patrząc w tej perspektywie warto przypomnieć, iż z niespełna jedenastu lat istnienia stronnictwa już prawie cztery spędzamy w ramach szerokiej koalicji pod nazwą Akcja Wyborcza Solidarność. Coraz trudniej przypominamy sobie czasy pełnej samodzielności na scenie politycznej, a dobrze czujemy, że AWS to już nie wielopodmiotowa koalicja wyborcza Akcja Wyborcza "Solidarność", lecz mocno zintegrowana Akcja Wyborcza Solidarność (już bez cudzysłowiu przy nazwie związku zawodowego). Co więc będzie dalej?

 

Demokracja, ale jaka?

We współczesnej publicystyce politycznej z uporem przedstawia się podział pomiędzy demokracją a totalitaryzmem jako fundament analizy politologicznej. Tak więc, w myśl rozpowszechnionego poglądu, rozróżnienie pomiędzy ustrojami demokratycznymi a totalitarnymi opisuje zasadnicze możliwości organizowania społeczności ludzkich, a przyjęcie ustrojów demokratycznych jest wyzwaniem i szczytowym osiągnięciem nowoczesności. Taka jednak teza jest łatwa do zakwestionowania, gdyż wynika jeśli nie ze złej woli, to co najmniej z nieporządku metodologicznego. Otóż demokracja może być sposobem wyłaniania władz publicznych, podczas gdy praktyki totalitarne mogą być z kolei sposobem sprawowania tej władzy, co stawia oba pojęcia (tj. demokrację i totalitaryzm) na różnych płaszczyznach. I tak, możemy mieć do czynienia nie tylko z nie-totalitarną demokracją, ale też z (opisaną w znanym dziele Jakuba Talmona) totalitarną demokracją. Podobnie mogą istnieć nie-demokracje totalitarne (jak choćby Związek Sowiecki), lecz także nie-demokracje nie-totalitarne, jak liczne monarchie średniowiecznej Europy oraz katolickie autorytaryzmy naszego wieku. Nawet jeśli u niektórych wątpliwości budzą przykłady generałów Franco i Pinocheta oraz profesora Salazara sprawujących współcześnie władzę w narodach katolickich, to niepodobna jednak oskarżać nie-demokratyczne monarchie, w tym: minimalistycznie demokratyczną I Rzeczpospolitą, o totalitaryzm.

 


Baza wiedzy

Drzewka bonsai i inne.