Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe hucznie obchodziło zeszłej jesieni swoje dziesięciolecie. Jednak nikt nie będzie nas doceniał, chwalił ani oddawał na nas głosu wyłącznie z powodu ładnej historii, lecz z powodu ładnej teraźniejszości, czyli umiejętnego podejmowania wyzwań politycznych bieżącego czasu. Patrząc w tej perspektywie warto przypomnieć, iż z niespełna jedenastu lat istnienia stronnictwa już prawie cztery spędzamy w ramach szerokiej koalicji pod nazwą Akcja Wyborcza Solidarność. Coraz trudniej przypominamy sobie czasy pełnej samodzielności na scenie politycznej, a dobrze czujemy, że AWS to już nie wielopodmiotowa koalicja wyborcza Akcja Wyborcza "Solidarność", lecz mocno zintegrowana Akcja Wyborcza Solidarność (już bez cudzysłowiu przy nazwie związku zawodowego). Co więc będzie dalej?
Najpierw należy zauważyć, że AWS to nie żadne zło konieczne, które nam siłą narzucono, ale koalicja polskiej prawicy powstała latem 1996 roku dla pokonania rządzących wówczas neokomunistów z SLD i oportunistów z PSL oraz dla ograniczenia roli liberalnego centrum z UW na czele. Te plany w dużej mierze powiodły się jesienią następnego roku: SLD poniosło porażkę, a PSL wręcz klęskę wyborczą, zaś UW stała się słabszym partnerem prawicy w koalicji rządowej. Kilkuletnie koalicyjne rządy przyniosły niejeden sukces i z pewnością polska droga ku modernizacji państwa jest rzadkim w naszych czasach przypadkiem rozsądnego ważenia racji konserwatywnych, racji narodowych i racji wolnorynkowych w odbudowywaniu silnej państwowości. Jednak jednocześnie AWS-owska prawica wykazała się w niektórych istotnych kwestiach co najmniej inercją i nieudolnością, jeśli nie brakiem fundamentalnej intuicji narodowej, a także brakiem rozeznania podstawowych interesów swojego obozu. O co chodzi?
Przypomnijmy, że skład rządu z Unią Wolności był negocjwany przez Janusza Tomaszewskiego, którego żadnych poglądów ideowych ani koncepcji programowych wówczas (a tak jest do dzisiaj) nie znaliśmy, a który w końcu oskarżony został przez rzecznika interesu publicznego o działania agenturalne. Jednocześnie UW wprowadziła do rządu swoje gwiazdy polityczne (Balcerowicz, Geremek, Suchocka, Onyszkiewicz, a potem Syryjczyk), podczas gdy AWS postaci nie tylko słabo znane, ale niejednokrotnie dystansujące się publicznie od programu prawicy (np. Buzek, Wąsacz czy Handke). Natomiast po opuszczeniu koalicji przez UW, premier i przewodniczący Ruchu Społecznego AWS zachęcał unijnych polityków do pozostania na stanowiskach rządowych, by wreszcie własną decyzją powołać na kluczowe stanowiska w Komitecie Integracji Europejskiej i Ministerstwie Spraw Zagranicznych prunijnego (w każdym tego słowa znaczeniu) Jacka Sarjusz-Wolskiego oraz otwarcie unijnego członka niesławnego stowarzyszenia "Otwarta Rzeczpospolita" Władysława Bartoszewskiego (którego smutne losy wojenne są powodem do współczucia, ale nie są przesłanką do nominacji państwowych). Dlaczego tak się działo?
Powiedzieć, że premier i przewodniczący RS AWS ma poglądy bliskie Unii Wolności to oczywiście rzec prawdę, ale jeszcze nie całą. Gorzej, że oddalony w latach 80. od studiów politycznych a w latach 90. od praktyki politycznej, działacz śląskiej "Solidarności" popełnił zasadniczy błąd intelektualny co do natury polityki. Otóż jemu, podobnie jak wielu tzw. umiarkowanym prawicowcom naszych czasów, wydaje się, że dla uzyskania zrozumienia i posłuchu społecznego należy głosić poglądy umiarkowanie liberalne, a więc zbliżać się do centrum sceny politycznej. Nic bardziej błędnego: dobra komunikacja społeczna polega na wysyłaniu jasnego przekazu, precyzji wyrażania się, konsekwencji głoszonych tez, wrodzonej czy też nauczonej empatii, sięganiu do głębi dusz ludzkich i umiejętności perswazji. Każda z tych cech jest neutralna w stosunku do wyznawanych poglądów, a ich nabycie i posiadanie nie ma nic wspólnego z próbą ujęcia publiczności politycznej za serce poprzez rezygnację z przesłania ideowego i programowego. Cóż tedy przed nami?
Można zakładać z pewnym prawdopodobieństwem, iż prawicę czekają dwie porażki wyborcze: prezydencka i parlamentarna. Jedna i druga jako główną przyczynę będzie miała rezygnację z istotnych elementów programu politycznego prawicy na rzecz ugody najpierw wewnątrzkoalicyjnej, a potem już wyłącznie ugody z własnym strachem i słabością. Ciekawie zresztą na tym tle wyglądają próby pozaawuesowskich platform prawicy. Co prawda, jest ich zdecydowanie za dużo jak na pozorowaną ich powagę (Grabowski, Korwin-Mikke, Łopuszański, Olszewski, Wałęsa, Wilecki) i z reguły są tworzone nader nieporadnie, ale przynajmniej jedna z nich zasługuje na uwagę. O ile mianowicie większość z nich to fikcyjne alternatywy zarówno wobec AWS, jak i wobec siebie samych, to jednak Jan Łopuszański jest kandydatem istotnie opozycyjnym wobec liberalnego establishmentu i posiadającym osobną wizję urządzenia spraw polskich. Pozostaje więc otwarte pytanie, jak wielu z wyborców prawicy, a w szczególności prawicy chrześcijańsko-narodowej, zechce poprzeć jego propozycję. Niezależnie jednak od tego, odpływ głosów w różnych kierunkach postawi na nowo kwestie tożsamości i struktury prawicy. Czego można się spodziewać?
Spodziewać się bowiem można po dwóch przegranych wyborczych dekompozycji RS AWS, a potem całej Akcji. Zrazu działacze partii władzy RS AWS poczują brak tejże i jakkolwiek co bardziej gorliwi wytrwają, to rozpocznie się nieuchronny proces prowadzący RS AWS w kierunku takich schyłkowych formacji, jakimi dzisiaj są dawniej świetne Porozumienie Centrum i dawniej dynamiczny Ruch Odbudowy Polski. Oczywiście gdzieniegdzie nawet dzisiaj da się odnaleźć pojedynczych aktywistów tych partii, ale są to wyłącznie resztki dawnej chwały. Otóż po przegranych wyborczych nie inaczej będzie z Ruchem Społecznym, który jako kolejna partia ruchu przejdzie wyłącznie do historii. Ostaną się jedynie partie idei, a więc liberalne SKL i narodowe ZChN. One zaś rozpoczną zarówno grę o przetrwanie, jak i wyścig o sens tożsamościowy oraz strukturalny. Co wyłonić się może z tego procesu?
Można twierdzić, że wyłoni się racjonalna struktura polskiej sceny politycznej. Dotychczasowa nieracjonalność miała dwa bieguny. Pierwszym biegunem było rozproszenie prawicy z początku lat 90., kiedy to każdy co zdolniejszy działacz zakładał quasi-prywatne partie (Olszewski, Szeremietiew, Parys, Macierewicz, Węgłowski, Janowski, Bartoszcze i wielu innych), pozostając bez szans w dłuższej perspektywie, co zostało przypieczętowane klęskami roku 1993 i 1995. Drugim biegunem jest sztuczne ujednolicenie prawicy z końca lat 90., kiedy to pod dyktando związkowego aparatu (Janiak, Rybicki, Szkaradek) dążono do "chadeckiego standardu" w AWS, bez względu na odczucia polskich wyborców, co może zostać ukarane w postaci klęsk roku 2000 i 2001. Obie skrajności - niekontrolowane rozproszenie i sztuczne ujednolicenie - okazują się dysfunkcjonalne. Można więc mieć nadzieję, że w wyniku rozumnej ewolucji narodzi się model pośredni, racjonalny i skuteczny. Model pośredni to prawica dwublokowa, składająca się z prawicy liberalnej i prawicy narodowej. Prawica dwublokowa to prawica uzyskująca maksymalnie szerokie poparcie społeczne, dzięki dywersyfikacji przekazu politycznego i gotowa do kooperacji w ramach koalicji rządowej, gdzie tożsamości są jasno zaznaczone, a cele realizowane w uzgodnieniu. Czy ten model ma szansę się spełnić?
Rodzą się trzy trudności. Pierwsza to siła inercji związku zawodowego stanowiącego trzon AWS. Jednak, patrząc przyszłościowo, ani koncept liberalny, ani koncept narodowy nie może zakładać budowania silnego państwa na podstawie związku zawodowego, choćby tak zasłużonego jak NSZZ "Solidarność". Druga trudność to pewna siła oddziaływania poglądów chadeckich wśród krajowych działaczy politycznych. Jednak, jak słusznie wywodził kiedyś Marian Piłka, do poglądów chadeckich przyznają się najczęściej ci, którzy nie mają ich sprecyzowanych w ogóle, a na takiej podstawie też nie można niczego budować. Trzecia trudność to rygory ordynacyjne, niwelujące małe komitety wyborcze. Jednak nie mówimy o małych komitetach wyborczych, ale o prawicy dwublokowej o porównywalnych potencjałach, która ogarnia realnie szersze spektrum społeczne niż dzisiejszy AWS. Tak więc trudności są, ale wymogiem wręcz racji stanu jest pokonać je. Czy nie ma wobec tego zagrożenia w wewnętrznych konstrukcjach samych obozów: liberalnego i narodowego?
Te trudności też istnieją. Wewnętrznym zagrożeniem prawicy liberalnej jest natężanie jej polemiki z prawicą narodową i konserwatywną, czego skutkiem mogłoby być gwałtowne przesuwanie się ku obozowi radykalnie liberalnemu, tworzonemu dziś przez Unię Wolności i jej satelitów. W końcu mogłoby okazać się, że prawica liberalna ponad solidarność i kooperację prawicy przedkłada alians z radykalnymi liberałami, czego skutki byłyby nieobliczalne. Wewnętrznym zagrożeniem prawicy narodowej jest ogromne zamieszanie intelektualne i pomieszanie pojęciowe panujące w jej obszarze, czego widomym znakiem jest czysto utopijny gnostycyzm środowisk "Rodziny Polskiej" lub wybitnie szkodliwy cynizm niektórych środowisk postendeckich. Budowanie prawicy narodowej z niepoprawnymi socjalistami, niebezpiecznymi radykałami czy po prostu osobami niezrównoważonymi emocjonalnie, byłoby zapewne drogą krzyżową. Czy jest jednak alternatywa?
Alternatywą jest kontynuacja sztucznie ujendnoliconej AWS ze wszystkimi jej znanymi wadami, a bez zalet jej pierwotnego okresu lub powrót do modelu prawicy rozdrobnionej, do czego nie zachęcam. Stawiam tezę odważną: uważam, że przyszłościowym modelem polskiej prawicy jest model prawicy dwublokowej, a jednocześnie solidarnej i kooperującej. Wyzwaniem, przed jakim może stanąć Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe już w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy jest budowa, moderowanie a w końcu przywództwo obozu prawicy narodowej. Czy podołamy?


