Merytoryczna polemika z podobnymi poglądami nie jest możliwa, mają też one swoistą logikę, wypróbowaną już w przeszłości przez wiele ekstremistycznych ruchów narodowych. Proklamując powstanie nowej zbiorowości, wskazuje się jej przeciwnika, im bardziej odrażającego, tym lepiej. W sygnalizowanym przypadku nie dzieje się inaczej. W świetle niektórych wypowiedzi przeciwnikiem ruchu na rzecz wyodrębnienia Śląska nie są tylko władze, ale i zamieszkująca Śląsk ludność napływowa, tj. wywodząca się z rodzin przybyłych po 1945 r. (a może i 1922). Potencjalnie rysuje się więc szerokie pole konfliktów - jego zasięg zależy od rozmachu działań nowej formy ruchu autonomicznego, jak i rezonansu, jaki wzbudzą jego hasła.
Pytanie o szanse przetrwania tak niewielkich wspólnot w dobie globalizacji można uznać za bezprzedmiotowe wobec sposobu, w jaki się ich odrębność definiuje. Generalnie rzecz biorąc, pokrewieństwo językowe gwar śląskich oraz innych regionalnych odmian polszczyzny uważane jest za czynnik mało istotny w zestawieniu z kulturowym pokrewieństwem łączącym ludność Śląska z Niemcami. Starając się dowieść istnienia na Śląsku wymienionych grup narodowych Tomasz Kamusella wskazywał nie tylko na silne nastroje separatystyczne, ale i trudności asymilacji w obrębie państwa polskiego, w mniejszym stopniu czeskiego - przy wielkiej łatwości ulegania germanizacji, stanowiącej dla mieszkańców Śląska przepustkę do wyższej cywilizacji i kultury.
Tu właśnie leży problem. Wokół definicji narodu trwają w nauce spory, a różnice zdań dotyczą elementarnych pojęć. Najczęściej jednak - intuicyjnie - przyjmuje się, że o kwestii narodowej można mówić tam, gdzie pojawiają się poważne problemy polityczne związane z domaganiem się przez jakąś grupę respektowania jej tak czy inaczej definiowanej odrębności. Trudno nawet powiedzieć, jak liczna musi być to grupa i jak solidne podstawy musi mieć jej przekonanie o własnej odrębności. Decydującym czynnikiem nie są bowiem względy obiektywne, ale wola zamieszkującej ludności; wola rozumiana nie tyle jako płynne często preferencje wyborcze, ile raczej jako zdeterminowane dążenie do celu, przy świadomości, że cel jest odległy, a jego osiągnięcie może być kosztowne.
Czy spełnianie tych żądań byłoby możliwe bez dalej idącej destabilizacji, o trudnej dziś do przewidzenia skali, trudno wyrokować, ale - gdy nie tęskni się za awanturą - perspektywy nie wyglądają zachęcająco. Gdy ruszy się pierwszą z kostek domina nie sposób przewidzieć, która wywróci się jako ostatnia. „Kwestia śląska” nie obejmuje jedynie obszarów Rzeczypospolitej Polskiej, ale i należące do Republiki Czeskiej Morawy. Jeśli zaś idzie o Polskę samą, to - bez popadania w histeryczne czarnowidztwo - trudno jednak nie widzieć, że w obrębie naszej klasy politycznej aż się roi od jednostek pozbawionych skrupułów. Czy w przypadku proklamowania analogicznych do śląskiej wspólnot - Kaszubów, Mazurów, Górali, Wielkopolan, mieszkańców Podlasia - zabrakłoby postaci aspirujących do roli ich przywódców? Trudno pocieszać się nawet, że podobne niebezpieczeństwo dotyczy jedynie obszarów, gdzie przeważa ludność zasiedziała od wielu pokoleń.
Uznając w pełni słuszność tych obiekcji, można jednak się zastanawiać, czy rachuby na skorzystanie z zawartej w przepisach prawnych furtki wyczerpują problem genezy ruchu proklamującego istnienie narodowości śląskiej. Dynamikę rozwoju sytuacji określają bowiem nie tylko poczynania niewielkiego w sumie, choć hałaśliwego środowiska, ale i czynniki o znaczeniu szerszym. Abstrahując w tym miejscu od nastrojów w dzielnicy, która szczególnie ciężko odczuła koszty dokonującej się transformacji ustrojowej, należy wskazań na złożony kompleks zagadnień międzynarodowych, związanych ze Śląskiem. Na czoło wysuwają się tu szeroko rozumiane stosunki polsko–niemieckie: nie tyle nawet stosunki między państwami, ile między społeczeństwami.
W tegorocznym piątym (majowym) numerze „Raportu” - pisma poświęconego szeroko rozumianym problemom obronności i wojska - ukazał się przedruk raportu Urzędu Ochrony Państwa, poświęconego zewnętrznym oraz wewnętrznym zagrożeniom bezpieczeństwa państwa oraz przestępstwom, ujawnionym w tym zakresie w roku ubiegłym. Dokument ten wcześniej ukazał się na internetowej witrynie UOP, po czym został z niej usunięty. Jeśli wierzyć komentarzom prasowym (patrz „Polityka” z 29 kwietnia b.r.), najbardziej kontrowersyjną jego częścią okazał się passus, gdzie wskazano na możliwość komplikacji międzynarodowych, związanych z działalnością organizacji ziomkowskich w Niemczech z jednej strony, z drugiej zaś „niektórych środowisk mniejszości niemieckiej” oraz działań na rzecz autonomii Śląska.
|