W tegorocznym piątym (majowym) numerze „Raportu” - pisma poświęconego szeroko rozumianym problemom obronności i wojska - ukazał się przedruk raportu Urzędu Ochrony Państwa, poświęconego zewnętrznym oraz wewnętrznym zagrożeniom bezpieczeństwa państwa oraz przestępstwom, ujawnionym w tym zakresie w roku ubiegłym. Dokument ten wcześniej ukazał się na internetowej witrynie UOP, po czym został z niej usunięty. Jeśli wierzyć komentarzom prasowym (patrz „Polityka” z 29 kwietnia b.r.), najbardziej kontrowersyjną jego częścią okazał się passus, gdzie wskazano na możliwość komplikacji międzynarodowych, związanych z działalnością organizacji ziomkowskich w Niemczech z jednej strony, z drugiej zaś „niektórych środowisk mniejszości niemieckiej” oraz działań na rzecz autonomii Śląska.
Sformułowania raportu, bardzo ogólne i oględne we wskazywaniu na ambarasujące politycznie fakty (i tak o aktywności organizacji ziomkowskich wspomniano jedynie w kontekście wewnątrzniemieckim, taktownie też pokryto milczeniem wystąpienia niemieckiego konsula w Opolu) w odbiorze najbardziej zainteresowanych mogły jednak sygnalizować, że państwo będzie się bronić przed działalnością niebezpieczną dla siebie, na przykład przez monitorowanie określonych środowisk. Poniekąd trudno się więc dziwić okazywanej z tej strony irytacji i protestom - z domaganiem się głowy ministra włącznie.
Wymieniony w raporcie Ruch Autonomii Śląska należy do dłużej działających w naszym życiu politycznym struktur, liczy sobie bowiem 10 lat. W wyborach 1991 zdobył kilka mandatów do Sejmu, potem jednak nie potrafił powtórzyć tego sukcesu. Wobec powtarzających się słabych wyników wyborczych oraz impasu organizacyjnego, dokumentujących małe zainteresowanie ideą autonomii, mogła kusić możliwość skorzystania z preferencji, jaką ordynacja wyborcza stwarza grupom określającym się jako mniejszości narodowe. Wegetujący na marginesie życia politycznego dzielnicy ruch podjął próbę przekształcenia się w Związek Ludności Narodowości Śląskiej - ze zmienionym statutem ruchu oraz stosownie przeformułowanymi programami działania. Na czele komitetu założycielskiego Związku stanął pracownik Uniwersytetu Śląskiego Jerzy Gorzelik, poprzednio rzecznik prasowy ruchu na rzecz autonomii dzielnicy. Działalność ruchu już wcześniej podzieliła społeczność śląską, w nowej zaś formie mogła budzić tym większe obawy. Trudno się też dziwić, że jego legalizacja napotkała na trudności. Podzielając opinię wojewody katowickiego, że faktycznym celem rejestracji Związku jest obejście przepisów prawnych, zawartych w ordynacji wyborczej do Sejmu, władze odmówiły rejestracji, które to stanowisko zostało podtrzymane w werdyktach kolejnych instancji sądowych, z Sądem Najwyższym na czele.


