Czy spełnianie tych żądań byłoby możliwe bez dalej idącej destabilizacji, o trudnej dziś do przewidzenia skali, trudno wyrokować, ale - gdy nie tęskni się za awanturą - perspektywy nie wyglądają zachęcająco. Gdy ruszy się pierwszą z kostek domina nie sposób przewidzieć, która wywróci się jako ostatnia. „Kwestia śląska” nie obejmuje jedynie obszarów Rzeczypospolitej Polskiej, ale i należące do Republiki Czeskiej Morawy. Jeśli zaś idzie o Polskę samą, to - bez popadania w histeryczne czarnowidztwo - trudno jednak nie widzieć, że w obrębie naszej klasy politycznej aż się roi od jednostek pozbawionych skrupułów. Czy w przypadku proklamowania analogicznych do śląskiej wspólnot - Kaszubów, Mazurów, Górali, Wielkopolan, mieszkańców Podlasia - zabrakłoby postaci aspirujących do roli ich przywódców? Trudno pocieszać się nawet, że podobne niebezpieczeństwo dotyczy jedynie obszarów, gdzie przeważa ludność zasiedziała od wielu pokoleń.
Swoiste poczucie odrębności wraz z przejawami dystansowania się wobec „obcych” istnieje bowiem wszędzie, a o jego sile łatwo się przekonać udając się choćby na mecz piłkarski lokalnej drużyny. Angielski matematyk i filozof związany z obozem liberalnym, Bertrand Russell, w jednej ze swoich książek powołał przykład petersburskiej kamienicy, która w 1917 r. ogłosiła, że jest narodem. Próba się nie powiodła, gdyż bolszewicy nie znali się na żartach. Dzisiaj przecież klimat dla podobnych zmierzeń jest nieporównanie lepszy.
W przypadku Śląska dawne powikłane losy niewątpliwie stwarzają korzystny grunt dla nadawania poczuciu odrębności lokalnej skrajnego wyrazu. Dzielnica utraciła kontakt z państwowością polską jeszcze w wiekach średnich, na długo zanim mogła ujawnić się nowoczesna (tj. skojarzona z przynależnością do określonej grupy etnicznej) świadomość narodowa. Należąc do różnych państw, pozostawała w kręgu oddziaływania kultury niemieckiej; fundamentem atrakcyjności tej ostatniej była ugruntowana przez wieki przewaga ekonomiczna niemczyzny. U schyłku ubiegłego stulecia uzyskała ona dodatkowe wsparcie w postaci celowej polityki władz pruskich, starających się ograniczyć przenikanie na obszar Śląska wpływów polskich z innych dzielnic państwa, przede wszystkim Wielkopolski; barierę tworzyły też granice międzypaństwowe, izolując ludność Śląska od kulturalnego oddziaływania Krakowa czy Warszawy. Była to sytuacja wytworzona sztucznie, ale trwająca dostatecznie długo, by jej skutki trudno było odwrócić. Niemcy, w hierarchii społecznej Śląska tradycyjnie okupujący wyższe miejsca budzili - jak i w innych podobnych sytuacjach, gdzie linia podziału społecznego nakłada się na podziały etniczne - zawiść, ale i wyznaczali wzorce stylu bycia oraz cywilizacyjnego awansu. Odzyskanie części Śląska przez państwo polskie po I wojnie światowej nie przekreśliło sytuacji, w której ludność polska liczyć się musiała z wielostronnym naciskiem niemczyzny - czasy II Rzeczypospolitej stanowiły zresztą na Śląsku zaledwie kilkunastoletni epizod - stąd istotny przełom stanowiły dopiero czasy powojenne. Kiedy Niemcy musieli ze Śląska odejść - ta Polska, która przyszła, nie była krajem atrakcyjnym ani pod względem cywilizacyjnym, ani jakimkolwiek innym. Trudno mieć za złe mieszkańcom Śląska, że nie podobała im się ani koszarowa zgrzebność realnego socjalizmu, ani ateizacyjne zapędy gorliwie świeckiego państwa, ani centralistyczny system władzy. Nawet rozciąganie owej niechęci na narodową symbolikę nie wyróżnia Śląska w sposób szczególny. Osobną kwestię stanowi przecież - pamiętając i o zewnętrznych uwarunkowaniach - zasięg tego rodzaju postaw, jak i to, jak dalece przekładają się one na zachowania polityczne, wreszcie jakie to są zachowania.


