Merytoryczna polemika z podobnymi poglądami nie jest możliwa, mają też one swoistą logikę, wypróbowaną już w przeszłości przez wiele ekstremistycznych ruchów narodowych. Proklamując powstanie nowej zbiorowości, wskazuje się jej przeciwnika, im bardziej odrażającego, tym lepiej. W sygnalizowanym przypadku nie dzieje się inaczej. W świetle niektórych wypowiedzi przeciwnikiem ruchu na rzecz wyodrębnienia Śląska nie są tylko władze, ale i zamieszkująca Śląsk ludność napływowa, tj. wywodząca się z rodzin przybyłych po 1945 r. (a może i 1922). Potencjalnie rysuje się więc szerokie pole konfliktów - jego zasięg zależy od rozmachu działań nowej formy ruchu autonomicznego, jak i rezonansu, jaki wzbudzą jego hasła.
W obu wypadkach brak formalnej rejestracji stanowi liczącą się przeszkodę dla szerszej działalności. Zarejestrowanie separatystycznej struktury żadnego problemu dzielnicy nie rozwiąże, natomiast może stworzyć nowe, o wiele poważniejsze. Ludzi owładniętych nienawiścią nic nie ułagodzi i nie przebłaga, czy warto zaś pozyskiwać tych, którzy dla kariery gotowi są żerować na podobnych nastrojach? Decyzja o odmowie rejestracji była słuszna i nie powinna być cofnięta. Tej sprawy nie można przegrać. Wobec złożenia skargi do międzynarodowego trybunału, jeśli istnieją jakieś możliwości jej doglądania, należy je wyzyskać. Nie może być tak, jak stało się z decyzją o utworzeniu województwa w Opolu. Abstrahując od trafności tego rozstrzygnięcia, sprawiało ono wrażenie podjętego pod naciskiem. Rachunki za to płaci się nieraz z opóźnieniem, stąd zbyt wcześnie, by się cieszyć, że nic się jeszcze nie stało.
Śląsk jest częścią Polski. Jest nią nie tylko dlatego, że śląskie gwary nie różnią się znacząco od innych regionalnych dialektów polszczyzny - ale i przez wspólne losy, także w trudnych latach drugiej połowy naszego stulecia. Nie jest prawdą, że był wówczas dzielnicą szczególnie dyskryminowaną. Wniósł wielki wkład w dzieje „Solidarności”, dając piękne przykłady zdeterminowanego uporu w walce o słuszną sprawę. To nie tylko heroiczna obrona kopalni „Wujek”, ale i strajki 1988 r. bez których trudno byłoby myśleć o Okrągłym Stole. Ten historyczny wkład Ślązaków i Śląska w dzieło odbudowy niepodległej Polski nakłada na przedstawicieli klasy politycznej obowiązek pamięci nie tylko o zasługach dzielnicy, ale i jej potrzebach. W imię przyzwoitości. Bo wprawdzie ostateczny rozkład radzieckiego imperium nastąpiłby z czasem tak czy owak, a co za tym idzie państwo odzyskałaby suwerenność, ale przy innym przebiegu wydarzeń scena polityczna wyglądałaby inaczej i wielu głośnych dziś postaci nie byłoby na publicznej scenie.
Nowe realia gospodarcze po roku 1989 oznaczały dla Śląska twarde lądowanie. Kopalnie okazały się nierentowne, a państwo niespecjalnie zdolne do znalezienia strukturalnych rozwiązań, umożliwiających normalną egzystencje dzielnicy. W tej sytuacji naprawdę ważne jest, by się powstrzymywać od posunięć, które nie przynoszą do skarbu ani zlotówki, a niepotrzebnie jątrzą. Taki charakter mają niemądre wypowiedzi różnych polityków na temat rzekomego obciążenia, jakim Śląsk jest dla Polski, najczęściej w kontekście trudności górnictwa węglowego, chociaż nie tylko. Utyskiwanie na odprawy górnicze, gdy się milczy o wysokich tantiemach pobieranych przez zarządy potworzonych ponad kopalniami spółek węglowych, musi irytować, gdyż jest przykładem selektywnego patrzenia. Rozwiązanie tej sprawy (czy naprawdę nie ma po temu instrumentów prawnych) odebrałoby argumenty separatystom. Czasem w grę wchodzą sprawy drobne. Naprawdę nie wiem, czy prowadzona hałaśliwie kampania wokół dekomunizacji piłki nożnej koniecznie wymagała przeniesienia najważniejszych spotkań reprezentacji narodowej ze Stadionu Śląskiego w Chorzowie do Warszawy. Piłkarzom to jakoś nie pomogło, a dla ciężko znoszącego trudności gospodarczej transformacji regionu stanowiło kolejny przejaw jego degradacji. Takich przykładów można by ciągnąć długą listę. Istotne jest, by dzielnica odczuła nie tylko twardą rękę rynku, ale i opiekę władz państwowych. Można liczyć na to, że jakoś to będzie, ale nie wtedy, gdy nad sytuacją nie w pełni się panuje. A tak właśnie jest na Śląsku.


