Europa jest podzielona. Dziś nie jest to podział polityczny czy militarny, ale gospodarczy i społeczno-cywilizacyjny. Granica przebiega wzdłuż dzisiejszej granicy Unii Europejskiej, choć wschodnie Niemcy, pomimo transferu ponad 1.000 miliardów marek także mentalnie sytuują się po wschodniej stronie podziału.
Dramatyczny podział kontynentu będący przede wszystkim konsekwencją komunistycznego zniewolenia, wytworzył głęboki kompleks niższości w społeczeństwach, które w 1989 roku wyzwoliły się spod opresji totalitarnego państwa. Społeczeństwa te uznały bliskie geograficznie kraje Europy Zachodniej za wzór godny akceptacji i wytworzyły silny trend na rzecz przyłączenia się do Unii Europejskiej. Jednak brak rzeczywistych elit politycznych spowodował, że stosunek tych krajów do UE wynika nie tyle z racjonalnej polityki, ile z kompleksu wobec bogatych, silnych i rozwiniętych sąsiadów.
Przezwyciężenie tego kompleksu, to nie odrzucenie procesów integracyjnych czy przeciwstawianie się naszej przynależności do europejskiego kręgu cywilizacyjnego, to przede wszystkim realistyczna ocena zachodniej Europy, jej miejsca we współczesnym świecie, tendencji rozwojowej, wspólnych, ale i rozbieżnych interesów. To także odrzucenie polityki schlebiania i imitacji na rzecz budowania własnego miejsca w świecie. To wreszcie przekonanie, że bycie Europejczykiem to przede wszystkim bycie Polakiem, Niemcem, Hiszpanem, a wyzbywanie się własnej tożsamości to parweniuszostwo, które w rzeczywistości sytuuje poza europejskim kręgiem kulturowym.
Czym jest dziś Europa?
Dziś Europa jest jednym z trzech zasadniczych centrów gospodarczych świata. Jej PKB jest porównywalny z PKB Stanów Zjednoczonych i Azji Wschodniej. Czy nadal jednak zachowa ten uprzywilejowany status? Gdy Stany Zjednoczone odznaczają się dużą innowacyjnością i dynamizmem to Europa Zachodnia tkwi w zasadzie w stagnacji. Jej wzrost wyraźnie wytraca tempo. W sposób spektakularny zjawisko to wystąpiło w latach 90. Gdy kraje Azji zwiększyły swój PKB o ponad 70 proc., to wzrost gospodarki europejskiej wyniósł tylko 17 proc. Co więcej, kraje azjatyckie poza Japonią mają nie tylko zdecydowanie wyższe tempo rozwoju, ale stają się także coraz bardziej innowacyjne technologicznie. Natomiast gospodarkę europejską cechuje pewna niechęć do nowych technologii.
W rewolucji informatycznej Europa Zachodnia jest w tyle nie tylko za Stanami Zjednoczonymi, ale i za Azją Wschodnią. Mimo, że Europa nadal dysponuje wieloma niezaprzeczalnymi atutami, jej gospodarka w najnowszych technologiach nie jest w stanie sprostać swym konkurentom. Zaś jeśli obecne tendencje rozwojowe utrzymają się, to wówczas będziemy mieli do czynienia z powolną degradacją pozycji europejskich w międzynarodowym podziale pracy. Europa jest wprawdzie bardzo bogata, ale na ile, i na jak długo wystarczy tego bogactwa, jeżeli, nie sprosta obecnym gospodarczym i technologicznym wyzwaniom?
Jeszcze bardziej widoczne jest zagrożenie degradacją w wymiarze demograficznym. Podczas gdy na początku XX wieku ludność Europy wynosiła ok. 27 proc, całej populacji światowej i kolonizowała inne kontynenty, dziś sytuacja się odwróciła. Nasz kontynent zamieszkuje 12 proc. ludności świata i wykazuje silną tendencję spadkową, tak że w połowie XXI wieku prawdopodobnie spadnie do 5 proc. Dziś to nie Europa kolonizuje inne kontynenty, ale sama jest kolonizowana. Problem imigrantów powoli staje się najpoważniejszym problemem społecznym i politycznym wielu krajów. Bez imigracji niektóre z nich już dziś wykazywałyby bezwzględny spadek liczby ludności. W żadnym kraju europejskim pokolenie dzieci nie odtwarza pokolenia rodziców. Najbardziej dramatyczna sytuacja panuje w krajach południowych: Hiszpanii, Włoszech czy Bułgarii, gdzie współczynnik reprodukcji prostej nie przekracza 1,2, podczas gdy do stworzenia pokolenia musi wynosić 2,1 dziecka w rodzinie. Europa dramatycznie się starzeje, co za kilkanaście lat nie tylko doprowadzi do bezwzględnego spadku liczby ludności, ale przede wszystkim wzrost populacji emerytów grozi krachem finansów publicznych, zagrażając zablokowaniem, dziś i tak powolnego wzrostu gospodarczego. Starzenie się społeczeństwa zdławi do reszty tendencje rozwojowe. Jedyną receptą będzie albo dramatyczne obniżenie świadczeń emerytalnych, albo otwarte drzwi na dalszą imigrację. Ale imigracja szybko zmienia stosunki narodowościowe i cywilizacyjne, to zaś z kolei zagraża bałkanizacją naszego kontynentu.
Dechrystianizacja Europy
Wraz z procesem degradacji pozycji ekonomicznej i demograficznej mamy do czynienia z degradacją kulturową. To nie europejskie uniwersytety są głównym celem zainteresowań studentów z innych części świata, a uniwersytety amerykańskie. Nie tylko standardy kultury masowej wyznacza kinematografia amerykańska i amerykańska muzyka, także standardy "wysokiej sztuki". Pozycję naszego kontynentu w kulturze można coraz częściej porównywać do roli Grecji w Imperium Romanum. Kultura europejska jest jeszcze terenem uprawiania wyrafinowanej, ale coraz bardziej dekadenckiej kultury, która pogłębia degradację naszego kontynentu.
Jednak największy upadek naszego kontynentu występuje w dziedzinie religii. To właśnie upowszechnienie chrześcijaństwa w świecie było największą misją naszego kontynentu. To w imię szerzenia chrześcijaństwa zdobywano inne kontynenty i szerzono europejską cywilizację. To w tej dziedzinie najwięcej nasz kontynent wniósł w rozwój świata. Dziś chrześcijaństwo rozwija się w Afryce i coraz bardziej w Azji, natomiast Europa ulega dechrystianizacji i sekularyzacji. Dechrystianizacja to samobójstwo nie tylko religijne, ale i cywilizacyjne naszego kontynentu. Bowiem to chrześcijaństwo ukształtowało naszą cywilizacyjną tożsamość. Jego erozja w społecznej świadomości oznacza destrukcję naszej cywilizacji, oznacza destrukcję więzi łączących narody europejskie. Cywilizacja, która traci swą tożsamość, nie tylko nie jest w stanie odgrywać istotnej roli w kształtowaniu oblicza współczesnego świata, ale sama staje się niebezpieczna dla własnych narodów. Kryzys tożsamości prowadzi do dezorganizacji i dezintegracji. Podobnie jak w starożytnym Rzymie to nie technologia, a kryzys wartości zapoczątkował proces upadku. Bezsilnej tożsamości cywilizacyjnej społeczeństwa nie są w stanie sprostać wyzwaniom technologicznym. To wyzwanie i przeżywane wartości są siłą organizacyjną zdolną do wykorzystania zdobyczy wiedzy. To wreszcie pewność płynąca z wyznawanych wartości daje siłę do przezwyciężenia wyzwań.
Brak poczucia misji wynikającej z dezintegracji idei i wartości powoli prowadzi do upadku dyscypliny społecznej i upadku infrastruktury. W takich społeczeństwach inwestycje w przyszłość stają się niezrozumiałym wyrzeczeniem, a oddanie sprawom publicznym ulega zatraceniu. Następuje zachwianie równowagi pomiędzy sferą publiczną a prywatną, na rzecz tej ostatniej. To tylko pogłębia rozpad wspólnot narodowych. Już dziś owocem dechrystianizacji są ustawy zezwalające na zabijanie dzieci nienarodzonych, dobijanie ludzi starych i chorych, zgoda na kanibalizm genetyczny i "małżeństwa" dewiacyjne. W zachodniej Europie nie ma dość sił żywotnych, by przeciwstawić się tym patologiom. Co więcej, to one zagospodarowują coraz większy obszar wyobraźni społecznej. Społeczeństwa, które dewiacje i patologie podnoszą do rangi zasady, społeczeństwa, które są skoncentrowane wyłączne na konsumpcji, społeczeństwa pogrążone w dekadencji, są skazane na klęskę. To kryzys chrześcijaństwa jest zasadniczym źródłem degradacji i marginalizacji naszego kontynentu.
Kryzys chrześcijaństwa, kryzys cywilizacyjny, kryzys demograficzny i nieuchronnie zbliżający się kryzys ekonomiczny będą wyznaczać podstawowe wymiary europejskiej egzystencji.
Bez dostosowania
Czy ta dekadencka Europa ma być przedmiotem polskich aspiracji? Czy Polska podzieli los zagrożonej bałkanizacją Europy Zachodniej?
Przede wszystkim zarysowane wyżej procesy są długotrwałe. Przypadek upadku Imperium Rzymskiego pokazuje, iż trwały one nawet kilka wieków. Dziś jednak procesy społeczne biegną znacznie szybciej. Jest to więc kwestia dziesięcioleci, a nie stuleci. W miarę upływu kolejnych dekad natężenie tych degradujących procesów będzie się wzmagać; jeżeli Europa nie znajdzie w sobie dość siły, by im się przeciwstawić. Wymagałoby to przede wszystkim odrodzenia religijnego i patriotycznego wśród narodów naszego kontynentu. Dziś szans na odwrócenie tych negatywnych tendencji nie widać.
Jednak Polska jest krajem europejskim i ma powinności europejskie. To od naszych południowych sąsiadów przyjęliśmy wiarę katolicką i w relacji z tymi narodami kształtowaliśmy naszą kulturę i tożsamość narodową. Jesteśmy związani z cywilizacją europejską, ponosimy i będziemy ponosić współodpowiedzialność za losy naszego kontynentu. A zatem nie możemy odwracać się od Europy, natomiast w zasadniczy sposób musimy skorygować naszą europejską politykę.
Dziś politykę Polski wobec Unii Europejskiej wyznacza paradygmat dostosowania do wymogów prawnych, interesów innych narodów, panującej dekadencji kulturowej. Jest to w swej istocie błędna polityka. Nie chodzi tu o kwestionowanie sensowności wielu szczegółowych rozwiązań, które z pewnością prowadzą do podniesienia naszego standardu cywilizacyjnego, ale o istotę prowadzonej polityki. Polega ona bowiem w rzeczywistości na rezygnacji z aspiracji tworzenia rzeczywistości europejskiej zgodnie z naszymi wartościami i aspiracjami na rzecz wyłącznie przyłączenia się do Unii Europejskiej i zajęcia w niej zmarginalizowanej i podrzędnej pozycji. W istocie polityka ta prowadzi do pogłębienia procesów degradujących Europę. Jest to w bardziej zniuansowanej postaci polityka szukania nowego, bardziej przyjaznego hegemona. który będzie rozwiązywał nasze problemy.
Koncepcja dostosowania jest koncepcją imitacji cudzych wzorów, wyrosłą na innym kulturowo-polityczno-ekonomicznym podłożu. Stanowi oznakę rezygnacji z odbudowy własnej tożsamości i kształtowania Unii zgodnie z naszymi wartościami i aspiracjami. W swej istocie koncepcja dostosowawcza jest wyrazem głębokiego kompleksu niższości, niepozwalającego na zajęcie pozycji równoprawnych. Polska polityka europejska winna zrezygnować z filozofii dostosowania na rzecz budowy własnej narodowej koncepcji europejskiej. Oznacza to przede wszystkim przekonanie, iż członkostwo w Unii Europejskiej nie jest "końcem historii", że Unia nie rozwiąże naszych zasadniczych problemów, że kryzys społeczeństw europejskich może zaszkodzić Polsce, że Polska musi mieć własną wizję swego miejsca w świecie, że podstawowym celem jest budowa silnej Polski, nawet w ekonomicznej i kulturowej konfrontacji z państwami zachodnimi, że musimy mieć własną wizję Unii Europejskiej, a nie dostosowywać się za wszelką cenę do interesów możnych tego świata.
Polska misja
Celem naszego Narodu musi być budowa silnej Polski i temu winny być podporządkowane zarówno strategia wejścia do Unii Europejskiej, jak też nasza wizja UE.
Strategia ta nie może dawać preferencji obcemu kapitałowi kosztem rozwoju naszej przedsiębiorczości, nie może akceptować rozwiązań, które zduszą rozwój polskiego kapitału, narażą na wykup polskiej ziemi, na dominację w takich kluczowych dla rozwoju naszego kraju dziedzinach jak np. bankowość, media i handel. Strategia wejścia musi walczyć o taki kształt ideowy Unii, który uszanuje naszą tożsamość i nasze interesy.
Procesy degradacji Europy z jednej strony nakładają na nas obowiązek przeciwstawienia się, zwłaszcza w wymiarze religijnym. Reewangelizacja naszych zachodnich sąsiadów jest zasadniczą polską misją. Także przeciwstawienie się dekadencji kulturowej w postaci sprzeciwu wobec aborcji, eutanazji, pornografii czy legalizacji dewiacji jest wymogiem polskiej, ale i europejskiej racji stanu.
Z drugi strony groźba pogłębienia negatywnych zjawisk nakazuje dążenie do budowy takiej struktury Unii, która uniemożliwi, a w każdym razie utrudni przerzucenie na nasz kraj skutków rozkładu Zachodniej Europy. Dlatego pragniemy, aby Unia Europejska pozostała związkiem państw narodowych, których kompetencje nie będą redukowane na rzecz biurokracji brukselskich. Dlatego Polska powinna zarezerwować sobie odrębne stanowisko w sprawie euro, tak aby nasza polityka finansowa była stymulatorem rozwoju, a nie gwarantem interesów zachodnich i rozwiniętych gospodarczo państw.
Degradacja Europy nakazuje prowadzenie takiej polityki integracyjnej, która pozwoli na zachowanie suwerenności poszczególnych państw i narodów. Dlatego Polska winna wspierać koncepcje reprezentowane dotychczas przez Wielką Brytanię, Szwecję czy Danię, które nie pozwolą na przekształcenie Unii w zglajszachtowane superpaństwo, którego koszty kryzysu będą w długiej perspektywie czasowej ponosić także biedniejsze narody Europy Wschodniej. Degradacja Europy jest zagrożeniem naszej przyszłości i dlatego polska polityka europejska winna łączyć zarówno działania zmierzające do przeciwdziałania destrukcji, jak też wprowadzić rozwiązania strukturalne, które zminimalizują koszty rozkładu Europy.


