Polska jest bardzo bogatym krajem skoro chce wydać 440 milionów złotych na spis powszechny
Kilka miesięcy temu Sejm uchwalił ustawę o narodowym spisie powszechnym, który ma się odbyć od 22 maja do 9 czerwca 2001. Według szacunków rządu, koszty spisu wyniosą 440 milionów złotych. Decyzja o przeprowadzeniu spisu jest aktem zbiorowej rozrzutności Sejmu, zaciągnięciem kolejnych zobowiązań finansowych na przyszłość.
Nie od dziś władze państwowe gromadzą wiadomości o swoich poddanych. Jeżeliby w owym czasie, nie ukazało się rozporządzenie Cezara Augusta aby dokonać spisu ludności w całym państwie, Józef nie udałby się do Betlejem, i nie moglibyśmy ustalić daty urodzin Chrystusa. Pewien zasób wiedzy jest bowiem konieczny, aby podejmować decyzje dotyczące zbiorowości ludzkiej. Jednak spisy miały uzasadnienie w czasach, gdy nie istniały stałe służby statystyczne. Obecnie już przy urodzeniu, dziecko jest „wprowadzane” do systemu PESEL, a firmy wypełniają comiesięczne formularze. Kosztem około 200 milionów złotych rocznie utrzymujemy Główny Urząd Statystyczny (w 2000 roku budżet GUS to 229 milionów, rok wcześniej 193 miliony), a jest to zaledwie drobna część kosztów funkcjonowania statystyki. Nikt bowiem nie policzył, ile kosztuje stosowanie się przez obywateli i przedsiębiorstwa do obowiązków statystycznych, wypełnianie owych druków itd.
Współczesne państwa gromadzą niespotykane zasoby danych o swoich obywatelach. Ta tendencja ma dwa wytłumaczenia. Przede wszystkim jest to naturalna dla organizmów politycznych chęć rozszerzenia zakresu swojej władzy. Ponadto elity polityczne uległy ułudzie racjonalności - zgromadzone wiadomości mają pozwolić na sprawne, zgodne z najlepszą wiedzą „zarządzanie” ludźmi. Tymczasem przydatność tych danych jest bardzo mała. Nierzadko władza zapycha się nadmiarem wiadomości, których nie jest w stanie zinterpretować i podjąć decyzji. Spisy dostarczają wiadomości o zjawiskach, o których już wiadomo, doprecyzowując jedynie liczby po przecinku, tak że ostatecznie panuje pewność co do tego, ile dokładnie gospodarstw domowych ma telewizor kolorowy i dwa samochody. I co z tego?
Spis jest tak samo zbędny, jak bilans dla przedsiębiorcy o mentalności księgowego, który nie wie co z nim zrobić - z poprzednich spisów powszechnych nic nie wynikało. Fatalna sytuacja finansowa ZUS, służby zdrowia i górnictwa była znana od lat, a koalicja poprzednio rządząca krajem nie poczyniła kroków temu zaradzających, choć posiadała te same wiadomości. Co z tego, że spis poinformuje nas ile decymetrów kwadratowych mieszkania przypada na osobę, skoro podejmuje się decyzje o zwiększeniu nakładów na budownictwo socjalne i dodatki mieszkaniowe, a nie o stworzeniu systemu banków hipotecznych. Co z tego, że potwierdzi się, iż na rodzinę przypada 1, 9 dziecka, jeżeli drugą ręką polityk przegłosuje zwiększenie zasiłków i rozdawnictwo prezerwatyw w szkołach.
Od lat figurujemy w systemie PESEL wprowadzonym jeszcze w PRL. Kilka lat temu przeprowadzono akcję nadawania numerów NIP, (na początku ubiegłego roku raz jeszcze rejestrowano obywateli w ZUS). Przy okazji wielu uczciwych ludzi zepchnięto poza prawo, traktując jak pospolitych przestępców, bo w porę nie poddali się oNIPowaniu. Spis przyniesie podobne problemy. Za odmowę wpuszczenia rachmistrza do domu grozi grzywna, a za udzielenie nieprawdziwych wiadomości dwa lata więzienia. Dane uzyskane podczas spisu są chronione, ale będzie mnóstwo prób ich uzyskania wszelkimi sposobami przez agencje marketingowe. Powstanie szereg problemów związanych z ochroną danych osobowych, naruszeniem miru domowego itp.
Nie jest jeszcze za późno aby wycofać się z błędnej decyzji. 440 milionów to 11 złotych na Polaka, i za tę kwotę można kupić chleba na cały tydzień. Za 440 milionów można wybudować dziesięć obwodnic wokół miast średniej wielkości, albo dwa mosty w dużych miastach. 440 milionów, to trzy razy więcej niż wyniosły wydatki w 1999 r. na modernizację broni pancernej, i dwie trzecie tego, co otrzymały jednostki terenowe policji. Jest wiele możliwości lepszego wydania tych pieniędzy.


