Zastanawiająca jest droga, którą przebyli Serbowie w tym stuleciu. Podczas I Wojny Światowej byli ulubieńcami zachodniej opinii publikowanej i publicznej. 15 sierpnia 1914 r. Times pisał: „Serbia zdecydowanie zasługuje na nasze poparcie. Nie powinniśmy zapominać, że obecna europejska wojna wyzwoleńcza została spowodowana przez agresję Austro–Węgier przeciw Serbii”. Setki Francuzek, Angielek i Amerykanek służyły ochotniczo jako sanitariuszki w armii serbskiej. Prasa Ententy była pełna podziwu dla małej, dzielnej Serbii powstrzymującej ofensywy Austro–Węgier. Taki punkt widzenia przeniknął także do literatury popularnej dla dziewcząt (zob. „Rilla ze Złotego Brzegu” autorstwa Lucy Maud Montgomery). Serbia uzyskała poparcie Zachodu dla swoich celów wojennych, tj. w pierwszej fazie wojny dla utworzenia Wielkiej Serbii, a potem Królestwa Serbów, Chorwatów i Słoweńców.
Dzisiaj przywódcy narodu serbskiego nie mogą opuścić swego kraju w obawie przed uwięzieniem przez specjalne trybunały, a dla większości medialnej publiczności Serb jest synonimem okrutnika.
Opinia władców Zachodu zmieniła się całkowicie i tak jak wielkie było uwielbienie Serbii, tak silna była okazywana jeszcze do niedawna nienawiść. W obydwu przypadkach niezasłużenie. Opinia ta jest odzwierciedleniem i racjonalizacją wyborów politycznych Zachodu, nie zaś rzeczywistej winy czy zasług Serbów. Kolejny zwrot w języku propagandy obserwowaliśmy kilka tygodni temu. Ludzie, którzy podczas bombardowań byli tylko „ubocznymi ofiarami” (w języku p. Jamie Shea „colateral damage”), dziś zostali bojownikami o wolność i demokrację, choć jutro może się okazać, że są jednak wciąż tępymi Serbami.
Latem 1914 roku mocarstwa europejskie poparły Serbię, pomimo że ludzie ze szczytów władzy w Belgradzie planowali zabójstwo następcy tronu Austro–Węgier. Zamachowców popierał premier Serbii Nicola Pasić, zaś Rosja i Francja udzieliły jej cichego przyzwolenia. Po sukcesie w dwóch wojnach bałkańskich Serbowie dążyli do realizacji swego celu na drodze wojennej, a celem tym było zjednoczenie wszystkich Serbów w jednym państwie. Z punktu widzenia Belgradu, nie różni się to od „Wielkich Włoch”, czy „Wielkich Niemiec” powstałych w XIX wieku z szeregu państewek, a wcześniej „Wielkiej Hiszpanii” czy „Wielkiej Francji” powstałych z szeregu luźno połączonych prowincji. Serbia świadomie przyjęła rolę zapalnika wojny, a mimo to otrzymała poparcie Zachodu. W zamian Francja otrzymała pomnik wdzięczności w prestiżowym belgradzkim parku, a Pasić, prowadzący politykę bardziej ekspansywną od Slobodana Miloszevicia, ale za to skuteczniejszą, takiż pomnik w Belgradzie nieopodal parlamentu.


