W Polsce nie istnieje coś takiego jak rzeczowa i konstruktywna debata nad najważniejszymi zagadnieniami publicznymi. Zamiast dyskusji prowadzi się nagonki, uprawia propagandę, demagogię; wielkonakładowa prasa, gdy zajmuje się zagadnieniami o żywotnym znaczeniu dla przyszłości narodu, posługuje się językiem charakterystycznym dla brukowców. Albo też w ogóle nie dostrzega problemów.
Książka Kazimierza Poznańskiego pod prowokacyjnym tytułem „Wielki przekręt. Klęska polskich reform” spotkała się z życzliwym przyjęciem szarych obywateli. Jednakże redaktorzy naczelni najważniejszych mediów jej nie zauważyli, a jeśli uznali za stosowne zauważyć, uczynili to w formie szyderczych i napastliwych paszkwili. Takim paszkwilem jest „recenzja” książki pióra Ryszarda Bugaja, zamieszczona na łamach „Gazety Wyborczej” pt. „Postkomunizm z Ameryki” (3 lipca 2000). Jak sam tytuł wskazuje, Bugaj oskarża autora książki o propagowanie komunizmu i PRL, choć na koniec wycofuje się z tego zarzutu, stwierdzając, że „SLD bezpośredniego użytku z niej nie uczyni - to raczej tworzywo dla gen. Wileckiego…” Bugaj polemizuje z tezą autora o sprzedaży polskiego kapitału za 10 % jego realnej wartości, z tezą o powszechnej korupcji. Zarzuca Poznańskiemu, że nie wspomina o prywatyzacji dokonywanej za rządów SLD, że nie atakuje ludzi związanych z tym obozem. „Recenzja” jest obszerna, a jednak po przeczytaniu książki Poznańskiego trudno oprzeć się wrażeniu, że Bugaj pisze o zupełnie innej książce. Wszak Poznański nie gloryfikuje ani komunizmu ani PRL. Podkreśla, że komunizm jest odpowiedzialny za zacofanie gospodarcze Polski. Twierdzi, że nieumiejętna polityka gospodarcza po 1989 roku doprowadziła do recesji, załamania polskiego przemysłu i rolnictwa, a następnie wyprzedaży polskiej własności zagranicznemu kapitałowi. Uważa, że rolą państwa było sterowanie procesem transformacji, m. in. poprzez politykę celną i stwarzanie zapór dla prób przejęcia istniejącego polskiego kapitału przez zagranicznych biznesmenów (podkreśla, że nie chodzi mu o stwarzanie zapór dla nowych inwestycji zachodnich). Stoi na stanowisku, że w interesie Polski leży wspieranie rodzimej własności. Wskazuje na pozytywny przykład procesu transformacji, wzór do naśladowania - Słowenię. Obarcza odpowiedzialnością za błędną politykę przywódców Unii Wolności, przede wszystkim Leszka Balcerowicza. Wskazuje, że Polska pod przewodnictwem Balcerowicza zrealizowała model transformacji zastosowany w Niemczech Wschodnich, z tą różnicą, że w Niemczech kapitał wschodnioniemiecki znalazł się w rękach Niemców zachodnich, zaś w Polsce kapitał polski znalazł się w rękach obcych.
Poznański broni interesów narodowych. Mniej interesuje go pochodzenie rodzimego kapitału. Dlatego nie oburza go fakt, iż rodzimi kapitaliści wywodzą się z nomenklatury. Ale koniec końców, gdy dochodzi do oceny preferencji: za krajowym czy międzynarodowym kapitałem, po jednej stronie umiejscawia SLD i ZChN (sic!), po drugiej zaś UW i związkowców z „Solidarności”.
Nie jestem ekonomistą i nie podejmuję się dokonania oceny słuszności wywodów Poznańskiego na temat wyprzedaży polskiego majątku za 10 procent jego wartości. Ale nie znajduję odpowiedzi na kilka niezwykle ważnych, a nasuwających się pytań. Po pierwsze, dlaczego nie podejmuje się rzeczowej dyskusji na temat bilansu polskiej transformacji ustrojowej, na temat możliwości wyboru innego wariantu? Po drugie, dlaczego - choć czytuję regularnie najważniejsze dzienniki - nic nie wiem na temat słoweńskich przemian gospodarczych, poza tym, że tamtejsza stopa życiowa jest najwyższa w dawnych krajach komunistycznych? Po trzecie, czy Poznański mija się z prawdą kiedy pisze, że w rękach obcych znajduje się 35–40 procent polskiego przemysłu, 70 procent polskich banków, 85 procent polskiej prasy? (Dla porównania udział kapitału obcego w krajach zachodnich oscyluje na poziomie 10–20 procent!!!).
To trzecie pytanie ma fundamentalne znaczenie. Jeżeli dane, na które powołuje się Poznański są zgodne z rzeczywistością, to stwierdzić należy, że transformacja gospodarcza w Polsce doprowadziła do sprywatyzowania majątku, natomiast nie doprowadziła do wyłonienia się rodzimej klasy przedsiębiorców i właścicieli. A to oznacza, że nie został zrealizowany najważniejszy cel - z punktu widzenia interesu narodowego. I że w przyszłości Polsce grozi los krajów Ameryki Łacińskiej, zaplecza gospodarczego Niemiec.
Książce Poznańskiego można zarzucić szereg nieścisłości i uproszczeń. Jest to książka polemiczna. A jednak Poznański nie zasłużył ani na przemilczenie, ani na zjadliwy ton oszczerczych ataków. Podczas lektury jego książki warto pamiętać o wcześniejszych atakach na Jerzego Kropiwnickiego i oskarżeniach o głoszenie „socjalistycznych” poglądów. A także o walce przedwojennego obozu narodowego o rozwój rodzimej przedsiębiorczości.


